Dzień pamięci.
Właśnie wróciłem “z grobów”. W tym roku zdecydowaliśmy z rodziną nie iść po południu, wtedy co wszyscy inni, tylko wieczorem, gdy już nie będzie korków na drodze i tłoku rozpraszających ludzi. I jestem z tego wyboru zadowolony, bo nie musiałem robić nic na siłę i przeżyć ten dzień w skupieniu i tak jak sam tego chciałem.
Już od kilku lat, wtedy gdy zacząłem sie zastanawiać, co te święta dla mnie znaczą, denerwowało mnie “chodzenie po grobach”. Bo jakby o tym pomyśleć, to określenie „chodzić po grobach”, w wielu przypadkach można potraktować bardzo dosłownie. Bo czy nie depczemy pamięci o zmarłych, stojąc przy ich grobach, i zaczynając najpierw od przywitania się z wszystkimi stojącymi obok, potem w trakcie zadawania pytania “Co u Ciebie…” zapalamy znicz, i słuchając dalszych wypowiedzi, umieszczamy go w dogodnym i widocznym miejscu, myśląc o tym o co ciekawego można jeszcze spytać? Czy gdzieś po drodze nie zapominamy że najważniejsza jest modlitwa za tą osobę, wspomnienie JEJ życia?
W zeszłym roku zmarł mój dziadek i jest dla mnie jedyną osobą, której grób chętnie odwiedzam – choć pod koniec jego życia, praktycznie wykonywałem przy nim zabiegi pielęgniarskie i mało kogo z odwiedzających rozpoznawał. Dzisiaj nad Jego grobem oprócz modlitwy, chciałem przypomnieć sobie mojego dziadka, jakieś wydarzenie dzięki któremu będąc przy Jego grobie nie skupie się nad tym, kto jest obok mnie, ile jest zniczy i jakiego koloru kwiaty. I tak przypomniałem sobie, jak wracając któregoś dnia ze szkoły, już przechodziłem ulicą obok domu, gdy nagle usłyszałem jakby stukanie do okna. spojrzałem w stronę pokoju mojego dziadka, a On tam stał w oknie i machał do mnie i uśmiechał się. Ja zaskoczony też się do niego uśmiechnąłem, pomachałem i ruszyłem do domu. Idąc kołatało mi się po głowie, jak wiele razy dziadek mówił do mnie imionami, moich braci, imieniem mojego ojca, a tu nie dość że mnie poznał, to jeszcze szczerze się uśmiechał.
Ten obraz chcę zachować do końca mojego życia, gdy będę myślał o moim dziadku.
Choć na razie(z czego się cieszę), większość osób których groby odwiedzałem była mi nie znana i zmarli zanim mógłbym je zapamiętać, to sądzę że przez takie wypominanie naszych zmarłych, nigdy nie podepczę ich pamięci i nie sprowadzę tego święta, to zewnętrznej dbałości o groby. Ważnym aspektem modlitwy przy grobie była dla mnie świadomość kim była dana osoba, i dostosowanie do tego mojej modlitwy, jak i moich próśb. I tak dal przykładu nad grobem Taty mojego przyjaciela, prosiłem by ten wstawiał się za swoim synem żoną, by oboje żyli ze sobą z wzajemnym zrozumieniem; nad grobem kuzyna prosiłem by wypraszał dla mnie i pozostałego kuzynostwa, umacnianie i niezrywanie więzi rodzinnych.
Jeszcze jedną sprawę dziś zaobserwowałem i dodała mi otuchy. Była to ilość młodych ludzi, chodzących wieczorem po cmentarzu i stojacych przy grobach bliskich. To nie był dla nich przymus od rodziców, pójść byleby nie marudzili, ale potrzeba serca. Bo przecież w niedzielny wieczór, pewnie mogliby znaleźć inne “rozrywki” niż marznięcie przy grobach, a jednak wybrali, by dzisiaj poświecić czas na pójcie na cmentarz.
Na Koniec z okazji święta Wszystkich Świętych, życzę wszystkim czytającym, Bożej opieki i wstawiennictwa swojego świętego patrona(lub patronów).