Dziady cz. 2
“Dopókiś młody, bawią cię ballady,
Poezja gminna nadzwyczaj zachwyca,
Lubisz w wierszykach chmury, księżyc, gady,
Znajdujesz, że jest jakaś tajemnica
W mgle, w któréj wiersze brzęczą jak owady
I brylantują myśl blaskiem księżyca;
I myślisz, że to sam poeta roi,
Skrzy się i błyska, i leci?… On stoi.
Ty sam te wiersze niesiesz w kraj marzenia,
W téj mgle twych własnych myśli tęcza świta,
W tych dumkach twoje latają westchnienia;
Potém z tych wszystkich wierszy, dumań – kwita;
Potém trzy wiersze Danta, pełne cienia,
Ale rozumu, serce twoje chwyta,
Waży, rozbiera. A prawdziwa lekcja,
Która poezji uczy: jest dyssekcja.”
Choć powinienem zacząć od Mickiewicza, ten cytat z 3 księgi Beniowskiego bardziej mi pasuje. W ciągu ostatnich 4 miesięcy było mi dane poznać teatr z każdej możliwej strony. Poznałem, czym jest praca z reżyserem – z genialnym teatralnym reżyserem, i z reżyserem, który do teatru nie powinien się zbliżać(chyba, że od strony widowni). Poznałem, czym jest ciężka praca na tekstem, nad scenami, a z drugiej strony mogłem zobaczyć jak zachowują się aktorzy na “luźnych” próbach. Miałem okazje zasmakować stresu przedpremierowego i zachłysnąć się satysfakcją z płynących od stojącej publiczności braw. Doświadczyłem rozczarowania, gdy ciężka praca nad spektaklem, w recenzjach, określona została, jako zagranie “z palcem w d…“, a z drugiej strony niemal rozkoszowałem się słowami zdziwienia, że “ten spektakl naprawdę bardzo mi się podobał”. Doświadczyłem tego wszystkiego, i choć zawód aktora to w 90% porażki, to chce się z tym zawodzie odnaleźć.
Jednak prawdziwej lekcji teatru doznałem na dzisiejszym rannym spektaklu Dziadów. Spektakl ranny… i to Dziady…więc któż inny mógłby przyjść, jeśli nie…szkoły! A w której klasie przerabia się Dziady? Coś ok 3 gimnazjum. Jeszcze na 5 minut przed rozpoczęciem, sądziłem, że tak dobry spektakl, tak wspaniała literatura, potrafi się obronić. Jednak jak powiedział kiedyś W. Sikora na wstępie kabaretu Potem pt. Wiosna “Mówi się, że prawdziwa sztuka obroni się sama…Ale nie przede mną!“. Gdy po wyłączeniu świateł i puszczeniu pierwszych akordów muzycznych usłyszałem słowa z widowni “Nic nie widać”, „Kurtyna do góry!”, zaciskałem tylko pięści, w niemal błagalnym geście by ktoś danego delikwenta palnął w łeb i wyrzucił z sali…Cieszę się tylko z tego, że gdy zabrzmiały pierwsze słowa ze sceny widownia, powoli się wyciszała. Nie była to jednak cisza absolutna, bo przy większym wysileniu mógłbym przytoczyć kilka rozmów, odbywających się podczas całego spektaklu… Podczas dzisiejszego spektaklu, niemal czułem jak wszystko, co było w nim wyjątkowe, porywające, niemal wspaniałe , powoli umiera ( a jeszcze przed nami jutro i pojutrze kolejne ranne spektakle). Nie mogę powiedzieć żeby dzisiejszy spektakl był nieudany, ale w porównaniu do premiery był o 50% słabszy – więc boje się pomyśleć, co z niego zostanie w dalszym czasie.
Gdy myślę o dzisiejszej widowni, jedyne, co do mnie przychodzi to żal. Współczuje tym 15 czy 16 letnim dzieciom, że musiały zostać zaciągnięte do Teatru. Współczuje im, że muszą w tym wieku zmagać się z Dziadami. Ale to przecież nie ich wina. Wina leży po stronie systemu Polskiego szkolnictwa. Jakże inaczej zachowaliby się ci sami 15/16 latkowie, gdyby do Teatru przyszli wieczorem w ramach kółka teatralnego, czy literackiego. Gdyby pójście do Teatru było nagrodą i przywilejem, a nie doskonałą okazją żeby mieć na kilka godzin spokój od nauki szkolnej. Mało jest osób, które chodzą do teatru i wcale się temu nie dziwie, gdy w okresie, gdy młody człowiek mógłby zakochać się w słowie mówionym, zmusza się go do oglądania nudnych dla niego lektur, granych przez czasami równie znudzonych( a raczej przybitych aktorów). Gdy tak będzie się w tym kraju podchodzić do Teatru, nie będę się dziwił, że zastąpi go ogłupiająca i oferująca tanią rozrywkę telewizja czy internet.
Dziś poznałem, czym jest umieranie w Teatrze, i choć pomimo wszystko zawsze cieszy mnie nowe doświadczenie, to przyjmuje je z ciężkim i bolącym sercem.
p.s. Gdyby ktoś chciał zobaczyć spektakl to 09.03 br. gramy go o godz. 18.00. Sądzę, że nie będzie na nim szkół, a aktorzy zapragną dać z siebie wszystko, by uwolnić frustracje spowodowaną poprzednimi spektaklami.
Toom powiedział
08/02/2011 @ 7:32 pm
Kiedyś w jednym z wywiadów Bruce Dickinson (wokalista Iron Maiden) opowiadał że “jego celem jest próba znalezienia gościa na końcu 30 tysięcznej widowni, pokazanie mu ‘hej, ty, tak właśnie Ty’ a gość robi ‘on mówi do mnie, cool!’”. Tak samo stojąc na scenie gdzie na publiczności siedzi stado baranów, poszkodowanych przez rodziców że nie posłali do zawodówki, poszkodowanych przez szkołę, że zmusza do lektur, poszkodowanych przez otoczenie, bo “no weź, nie pogadamy w teatrze? słuchasz tego pieprzenia? ale smucą..” itp trzeba trafić do tego kogoś, kto siedzi w tłumie baranów, niczym się nie wyróżnia i nie daje znaku że istnieje, ale właśnie do takiej osoby, nawet jeśli byłaby tylko jedna na całej sali, to do niej warto zagrać tak, żeby zapamiętała ten spektakl jako cudowne przeżycie. Wtedy nawet jeśli reszta się zachowuje jak w chlewie to jest świadomość celu i misji do spełnienia na scenie.
Jeszcze jako tako w podstawówce dzieciaki się cieszą ze spektakli i odbierają, ale zdarzały się takie przypadki nieuleczalne do których nie docierało jak jednego z drugim pani opierniczała. No ale jak buractwo wychodzi z rodziców to jaki przykład ma mieć dzieciak. Szkoda mi tylko tych, którzy pomimo wszystko chcą coś ze spektaklu czy przedstawienia wyciągnąć dla siebie i wierzę że w większości stawiają na swoim i nie zrażają się hołotą która ich otacza.
I na koniec zacytuję bohatera Dnia Świra: “szukam, choćby tych jednych słuchających oczu… jest! są, takie mądre dziewczęce [...] więc powiem do nich, wszystko powiem tylko do nich, do tej jednej co słucha mnie na mojej lekcji”.
gladiuspl powiedział
08/02/2011 @ 7:41 pm
Starałem się tak właśnie do tego podchodzić, a jednak pod koniec i mnie dopadło małe zwątpienie. Tak myślę że Twój cytat jest jednak trochę niefortunny(albo dokładnie się wpasował), bo przypomina mi się dlaczego ona w tym filmie patrzyła: “Co się panu stało w głowe?” …