Praga
Kolejne 15 dni rekolekcji za mną. To były bardzo wymagające rekolekcje. Dlaczego? Bo, dla ludzi których miałem zostać animatorem, były to ostatnie rekolekcje jako uczestnicy i to oni, za rok będą jeździć już jako animatorzy; z drugiej strony, każde rekolekcje to dla mnie zmierzenie się z moją osobistą relacją z Bogiem, jaką mam przez cały rok. Ale nie o tym chce dzisiaj napisać.
Rekolekcje 3′ w Ruchu Światło-Życie przebiegają pod hasłem Ecclesia Mater – Mater Ecclesiae. Jednym z celów tych rekolekcji jest, odkrycie Kościoła, nie jako instytucji, czy Kościoła własnej parafii, tylko dostrzeżenie, jak wiele w kościele jest różnorodności i sposobów na poznanie Boga. Dzieje się to poprzez spotkania z różnymi wspólnotami które działają w ramach Kościoła. Zarówno tymi sakralnymi(bracia i siostry zakonne, diakonat), jak i tymi świeckimi (szkoła nowej ewangelizacji, odnowa w Duchu Świętym, wspólnota rodzin mamre, neokatechumenat itd.).
Rekolekcje które miałem szczęście przeżyć, miały jeszcze jeden budujący wiedze o kościele aspekt. Mieliśmy na nich okazje zapoznania się z Kościołem Katolickim w ateistycznych Czechach. Czechy, to kraj w którym zaledwie 30% mieszkańców, deklaruje że jest osobami wierzącymi, (co ma to swoje bardzo silne uzasadnienie w historii narodu czeskiego), z czego ok 20% to katolicy. Można z samych tych liczb wnioskować jaki jest Kościół Katowicki z Czechach. Bardzo mały. Ale za to bardzo żywy, rozwijający się i taki w którym prawie 100% wierzących w Chrystusa nie raz musiało potwierdzić swoją wiarę czynami i wyrzeczeniami.
Gdy w Czechach obalano dynastie Habsburgów, wraz z nią w pewnym stopniu „obalono” Kościół Katolicki(którego Habsburgowie byli wielkimi sprzymierzeńcami). Uznano wtedy że, zło które przyniosła Czechom władza Habsburgów, było bezpośrednio połączone z wyznawaną przez nich wiarą. Dlatego Czesi jako naród dumny, który szczycił się wysokim poziomem wykształcenia, jako osoby inteligentne, odrzucili wiarę, jako przeżytek czasów nierozumnych. Na szczęście wiara wśród mieszkańców(nielicznych) zachowała się a kościół nadal trwał.
Co jednak z tego wszystkiego wynika? Wynika to, że Kościół Katolicki w Czechach, a w Polsce to dwa przeciwieństwa. Jaki jest Kościół Katolicki w Polsce? Duży, ogromny wręcz (w porównaniu z innymi krajami w europie niemożliwie duży). Ale co za tym idzie, jest to Kościół gdzie przeważa ilość nad jakością. Gdzie ludzie chodzą z przyzwyczajenia i pewnego rodzaju tradycji. W którym nie przywiązuje się uwagi, do tłumaczenia tego co się na Mszy Świętej dzieje, a zamiast kazania proboszcza, który zna swoich parafian i w miarę wie, jak do nich dotrzeć, czyta się 5 stronicowe listy biskupie, które nie jak nie mają odniesienia do zwykłego życia.
To co zachwyciło mnie w niedzielnej mszy z parafianami w Pradze, to ich otwartość i zaangażowanie na Mszy Świętej. To, trudne do opisania, spojrzenie drugiego człowieka na siedzącą obok w ławce osobę, która cieszy sie z tego że ta osoba chce być przy Chrystusie. Zachwycił mnie także, moment przekazania sobie znaku pokoju, gdy nie było to podanie drugiej osobie ręki na odczepnego, tylko chęć, zbudowania jeszcze większej jedności. I to bez znaczenia, że moglibyśmy się w rozmowie nie zrozumieć. Podczas przekazania sobie znaku pokoju, język którym sie posługiwaliśmy był dla wszystkich zrozumiały. Uścisk dłoni, uśmiech, spojrzenie w oczy i chęć dzielenia się (s)pokojem Chrystusa. Że nie wspomnę już, o takich zwykłych rzeczach jak niesienie darów do ołtarza, czy czytanie słowa Bożego przez osoby z Kościoła. Nie zapomnę też kazania które wygłosił proboszcz tamtejszej parafii. Wyszedł na ambonę, w podeszłym już wieku ksiądz, skłonił się tylko, bo widać że uklęknięcie sprawiło by mu kłopot, i zaczął… od pytania do obecnych ludzi: O czym była dzisiejsza Ewangelia? A ludzie mu odpowiadali. Nie było to retoryczne pytanie, na które sam sobie odpowie, a my musimy tylko poczekać aż dojdzie do tego co chce usłyszeć. Ja poczułem, że kazanie trwałoby tak długo aż usłyszałbym zadowalającą odpowiedź, albo przeczytałbym ludziom jeszcze raz tę Ewangelie. A później ten staruszek, zaczął mówić z taką charyzmą, której powinien pozazdrościć, nasz diakon, który jest od niego co najmniej 50 lat młodszy. Życzę każdej wierzącej osobie, by spotkała na swojej drodze kapłana, który tak mówiłby o Bogu i pokazał mu że wiara z wiekiem nie przemija, a tylko dodaje sił.
Po tej Mszy Świętej, mieliśmy okazje dać świadectwo żywej wiary przez śpiew. I pomimo tego, jak sam mam wielki uraz do „Barki”, to widok śpiewających wspólne Polaków i Czechów był warty zaśpiewania tej pieśni. A co dopiero widok staruszki, dla której widok 60 młodych osób, uczestniczących w pełni w Eucharystii i wielbiących Boga pieśnią był tak wzruszający że doprowadził ją do szczerych łez.
Nie byłbym jednak sobą gdyby nie mała uwaga. Mianowicie kilkakrotnie po zaśpiewaniu przez nas pieśni, niektórzy Czesi zaczęli klaskać, ale nie potrafiłbym bym im odpowiednio przekazać, że my to robimy z radości po przyjęciu Chrystusa i to jemu należą się oklaski
Podczas tych rekolekcji, mięliśmy też okazje spotkać się biskupem Pragi Václavem Malým. Jedno jego zdanie szczególnie pozostało mi w pamięci: „U was biskup to wielki pan. A u nas biskup musi mieć serce. Nie opieramy się na masach, ale staramy się dotrzeć osobiście do każdego” (zapisałem sobie to żeby nie zapomnieć;)). Zdanie to bardzo dobitnie podkreśla różnice pomiędzy polskimi a czeskimi biskupami i podejściem jednych a drugich. Dla przykładu. Gdy nasz kolega animator, dużo wcześniej załatwiał nam to spotkanie, biskup przyjął go ubrany jak normalny facet( w koszulce, a nie w sutannie, czy koszuli) i normalnie zjedli razem obiad. Jakoś nie wyobrażam sobie takiego spotkania z polskim biskupem, pomijając fakt że byłoby ono dość trudne do zorganizowania.
Biskup, powiedział do nas jeszcze jedno ważne zdanie. „Jesteście nadzieją Polskiego kościoła”. I ja się z nim zgadzam. Bo to właśnie młodzi ludzie, dzisiejsi 18 latkowie, będą wpływać na dalsze losy kościoła. Może to dla kogoś strasznie zabrzmieć, że jest nadzieją dla kościoła. Ale przecież kościół, to wspólnota wierzących. Ci którzy wierzą tworzą kościół i od nich będzie się wymagało by powiedzieć, jak widzą kościół: co jest dobrze, a co powinno się zmienić.
Co ja bym chciał zmienić? Chciałbym żeby księża w Polsce zaczęli prowadzić Katechezę, która nie jest lekcją religii, na której za powiedzenie „Ojcze Nasz” dostaje się 5(czym innym jest religioznawstwo). Chciałbym żeby do sprawowania Eucharystii przywiązywało się w Polsce największą uwagę. By zatrudniono dobrych organistów, by ministranci, czytali i śpiewali w sposób „literacki” a nie byli posyłani do czytania słowa Bożego, wszyscy którzy potrafią już poskładać literki. by w Polsce zaistniała jedność w Liturgii, a nie panowała zasada, że co parafia to inny zwyczaj. By przestano zbierać składkę podczas mszy, ale żeby każdy kto chce się podzielić, mógł wrzucić swój dar do puszki. I chciałbym nie spotykać ludzi zdrowych i młodych przed kościołem, siedzących na ławce, nie widzących kompletnie ołtarza, którzy „uczestniczą” we Mszy Świętej. Chciałbym, żeby nowe kościoły, były budowane tylko dlatego że, jest coraz więcej ludzi wierzących i rzeczywiście nie mogą oni się pomieścić w obecnych.
A to co najważniejsze, to chciałbym żeby więcej mówiło sie o Życiu Jezusa który jest Chrystusem, a nie mówiono tylko o Jego śmierci i zmartwychwstaniu. By kościół zaczął ewangelizacje od mówienie i pokazania Miłości Chrystusa.
Zastanawiałem się w Pradze, czy nie chciałbym zamieszkać w Czechach i uczestniczyć z życiu małego, ale żywego, bardzo silnego w wierze kościoła czeskiego? Ale stwierdziłem że, nie jest to dla mnie droga. Będąc w Pradze jeszcze wyraźniej uświadomiłem sobie, jak bardzo w Polsce brakuje porozumienia miedzy wiernymi świeckimi a klerem. Jak brakuje jakiegoś szczebla w drabinie, jak brakuje ludzi świeckich, którzy mówią o żywej relacji w Chrystusem i dzielących się na co dzień świadectwem o działaniu Chrystusa w ich życiu. Nie wiem, czy ja będę taka osobą, ale wiem że, chce nią być. By ludzie poprzez moje życie, widzieli wielkie działanie Miłości Chrystusa.